3 gru 2014

Dziś wyjątkowo nie śpię w mroźnym domku w lesie, lecz w dużym mieście. Zająłem się pracą nad swoją firmą, mam przy sobie profesjonalną pomoc, która pomaga mi w bardzo wielu rzeczach. Wynająłem też biuro, bo wcześniej pracowałem w różnych dziwnych miejscach: na kanapie, w hotelu, w kawiarni. Wszędzie z jakiegoś powodu niewygodnie, głośno lub śmierdząco.

Wraz z moją profesjonalną pomocą wynajęliśmy podwójne biurko na wielkiej otwartej przestrzeni i z ogromnymi oknami. Bardzo to mi się podoba, bo mam sporą klaustrofobię, a wielkie, czyste, uporządkowane przestrzenie bez mocnych kolorów i zbędnych ozdobników świetnie na mnie wpływają. Wokół jest cicho, ciepło, nastrojowo, są przytulne kanapy do odpoczynku. I w takich warunkach powstaje nowa firma, jutro wizyta w urzędzie i rejestracja działalności. Nienawidzę urzędów - dużo ludzi i masa formalności, których za bardzo nie rozumiem, zwłaszcza zasad dotyczących płacenia podatków i ubezpieczeń. W dodatku mowa urzędników często pozbawiona jest logiki, a moje odpowiedzi na ich pytania często doprowadzają ich do szału, co kończy się stwierdzeniem, że jestem po prostu złośliwy.

Acha... nauczyłem się ostatnio, że jak odpowiadam ludziom na pytania i czuję, że nie o taką odpowiedź im chodziło, to zamiast wypaść na człowieka cynicznego i złośliwego, staram się wypaść na kogoś, kto właśnie sobie zażartował. Dzięki temu, znacznie częściej widzę uśmiech na twarzach ludzkich świadczący o akceptacji mojej osoby.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz