14 paź 2015

Dalsze perypetie zawodowe.

Wciąż szukam pracy, co nie znaczy, że nie pracuję. Buduję wnętrze mieszkania (wykończeniówka). Zbieram ekipę budowlaną, elektryków, wykonawców, przedstawiam klientowi projekt, modyfikuję, rysuję jak ma wyglądać wnętrze, dobieram kolory, materiały, planuję budżet w excelu, robię zakupy, pomagam w noszeniu - nadzoruję i koordynuję. Praca twórcza, kreatywna i pozwalająca zaprzęgnąć myśli w sposób, w jaki lubię, z oderwaniem się od zamartwiania tym, co jutro. Mam w tym doświadczenie, bo kiedyś dość często w ten sposób pracowałem. Nie jest to praca moich marzeń, ale się na tym znam i całkiem nieźle mi to wychodzi.

Plusami dla mnie jest fakt, że bardzo dużo efektów tej pracy zależy od wyników mojego myślenia (budżet, wyobraźnia, rozwiązywanie zagadek jak w ograniczonej przestrzeni zmieścić szafki). Mało istotne są na szczęście relacje ze wszystkimi w okół - nie trzeba ciągle się ze wszystkiego tłumaczyć i "badać" chimery czy nastrój Twojego rozmówcy.

Minusami są dla mnie nieco niższe, niż wcześniej zarobki, ich niepewność i konieczność samodzielnej walki o kolejne zlecenia.

To co robię jest na tyle angażujące, że przestałem wysyłać kolejne oferty pracy.

I tu pewnie Was zaskoczę. To nie jedyna moja praca - od prawie dziesięciu lat zarabiam mówiąc do ludzi i ich ucząc. Kiedyś robiłem to 7 dni w tygodniu, teraz już tylko dwa - w sobotę i niedzielę.
W załączniku efekt mojej pracy z 2010 roku. To co robię teraz, też Wam pokażę jak skończę.
 
U mnie pochmurnie i zimno, 5 stopni. Myślę, że imigranci, których przyjmiemy szybko stąd uciekną. W internecie widziałem, że narzekają na zimno, gdy nocami temperatura na Węgrzech spadała do 10 stopni. W Polsce nie znajdą opłacalnej pracy, jeśli nawet rodowitym mieszkańcom jest ciężko. Chyba, że będą informatykami albo lekarzami, w co szczerze wątpię
 


 

1 komentarz: