6 lis 2020

Psychologiczne post apo. Czyli jako psycholog nie mam w co rąk włożyć...

UWAGA! To nie będzie pozytywny post. Opowiem Wam nad czym aktualnie pracuję.


Dawno nic nie kręciłem. Dawno nic nie napisałem. Nie mam podzielności uwagi, nie potrafię się przestawiać na różne czynności w ciągu dnia. A to co się wyczynia w naszym kraju - rozpędza się ku przepaści:

1. Częściowy lockdown - firmy bankrutują, rodzice protestują, chorzy umierają, słabo chorzy stają się bardziej chorzy, zdrowi popadają w depresję, lęki, paranoje i uzależnienia.

2. Rząd gorączkowo szuka rozwiązania, pieniędzy i poparcia społeczeństwa. Ale nie wiadomo czy szuka, bo w tle grozi obywatelom, stosuje represje, wkłada gó*wno w wentylator, nie zapowiada zmian w kwestiach istotnych dla życia. Wiara w inteligencję prezesa Polski i to że ma jakiś cwany inteligentny plan - legła w gruzach nawet wśród członków partii rządzącej.

3. W czasie wolnym (którego niestety mamy coraz więcej) szczujemy się. Już nie tylko w internecie, ale i na żywo. Potrafimy za darmo dać w ryj drugiemu - tylko dlatego, że ten drugi łazi sobie po ulicy i krzyczy. W dodatku agresorem staje się coraz częściej... katolik...

4. Kryzys kościoła jest totalny. Hierarchowie nie bronią zwykłych ludzi, praworządności do której namawiał Jezus, są nieposłuszni swojemu najwyższemu zwierzchnikowi. Wygodą wielką jest występowanie w interesie tych, co nie mogą mówić pomijając gwałty i pedofilię w swoich szeregach. Stoją za plecami kiboli wrzeszczących w kierunku bliźnich srogimi przekleństwami. Rozdają Komunię Świętą gołymi rękoma prosto do ust wiernych mimo, że mamy po kilkadziesiąt tysięcy zakażeń dziennie. Młodzi się odwracają. To cena, jaką płaci KK w Polsce za ubrudzenie sobie rąk grzechem pedofilii, ignorancji i hipokryzji politycznej. Bardzo mnie to martwi, gdyż jestem katolikiem.

5. Kryzys osób niepełnosprawnych - ich potrzeby pozostają w ogromie syfu ludzkiego niezauważone. Ich stan zdrowia się pogarsza - rehabilitacje, zajęcia, spotkania, baseny, terapie - odwoływane. Cichy ból bez możliwości wykrzyczenia go na ulicach milknie zagłuszany przez kobiety z ulicy oraz ich wrogów - ludzi, którzy na nowo traktują je przedmiotowo.

6. Kryzys osób autystycznych, których specyficzne funkcjonowanie oparte na triadzie autystycznej jest wręcz abstrakcyjne w obecnym czasie. Lata mojej pracy nad wrażliwością nauczycieli i rodziców - idą bardzo często w odstawkę. "Nie czas teraz na skupieniu się na potrzebach Aspergerów w naszej szkole. Trzeba dostosować wszystko do nauczania zdalnego".

7. Kryzys edukacji - w której nie wiadomo co przyniesie jutro. Dzieci i młodzież (zwłaszcza w spektrum autyzmu) nie mogą spać, bo nie wiedzą czy za kilka dni wrócą do szkoły, czy pozostaną w domach. Dla zwykłego człowieka wydaje się to śmieszne, ale nie dla osób, które swoje nastroje i zdrowie psychiczne opierają na przewidywalności planach i rutynach! Pojawia się więc depresja, nerwica w postaci chociażby lęków.

8. Kryzys nauki - koronawirus? Przecież to spisek, zdrada, masoni, żydzi maszty 5G, próba wszczepienia nam czipów, biznes Billa Gatesa i Chińczyków. To czas pseudonaukowców, których wiarygodność jest liczona w lajkach, polubieniach i udostępnieniach. Masz 5mln odsłon? W takim razie masz rację! Podoba Ci się bełkot siwego profesorka, który powołuje się na swoje prywatne badania? Uznasz go za autorytet - przecież tak fajnie mówi.

9. Kryzys manier i demokracji - już chyba nikt nie ukrywa swojego chamstwa i przekleństw rzucanych pod adresem przeciwników politycznych. Lewica dopieprza prawicy, prawica lewicy. Natomiast większość z nas staje się anarchistami, fanatykami, faszystami. Pragniemy liberalizmu i demokracji - ale tylko dla siebie i w swoim rozumieniu.

Stajemy się pseudoobrońcami wartości ludzkich krzywdząc drugiego człowieka. Jak można stać w obronie życia nienarodzonego dziecka i równocześnie prać kobiety po "ryjach" i kopać gejów na ulicach? Nie rozumiem tego mimo, że jestem wychowany przez konserwatywnych rodziców w wierze katolickiej. Oni zresztą też tego nie rozumieją.

Jestem psychologiem. Prowadzę własną praktykę - szkolę z zakresu spektrum autyzmu, metodyki nauczania, sytuacji sytuacji trudnych. Ale aktualnie przede wszystkim prowadzę konsultacje psychologiczne. Wirtualnie oczywiście, bo gabinet biurowy od dawna stoi zamknięty ze względu na pandemię.

Coraz więcej młodzieży, rodziców i powtarzający się schemat: niepewność lęk, zagubienie. Zdewastowanie opieki zdrowotnej i edukacji przekładające się na kompletny brak poczucia bezpieczeństwa - nie sztuka wytrzymać tygodnia. Ba! Aspergerzy i ich rodzice wytrzymają nawet miesiąc. Ale ile można? Zwykle po miesiącu takiego "combo" do lęków i bezsenności dochodzi nerwica, a najczęściej depresja. W całych rodzinach - mama, tata, syn, córka. Pytają "co robić"? Potrzebują wsparcia. Już nie tylko psychologa. Bywa, że i lekarza. Niektórzy nie wytrzymują - uciekają. Bo pieniędzy brak, bo za ciasno z partnerem lub partnerką pod jednym dachem. Nie dlatego, że mamy za mało pokoi. Dlatego, że nigdy nie musiałem(am) spędzać z nim 24 godzin w zamknięciu. Bo nie umiem gotować, bo nie umiem trzymać języka za zębami.

Bo depresja nie oznacza tylko i wyłącznie smuteczków. Oznacza często nerwowość, agresję, wzmaga się neurotyzm. Pretensje i konflikty zaczynają żyć własnym życiem. Hodowane poza jakąkolwiek kontrolą domowników. Trzeba uciec, rozwalić, zalać się, wywrzeszczeć, rozbeczeć się. Nie pomaga? Pojawia się odrętwienie, marazm, zagłębianie się w znieczulające używki.

Część z takich osób będzie miało nieco więcej szczęścia - trafi do psychologa i do psychiatry. Część niestety dalej będzie wypierać i tłumić. Bo przecież to takie niemęskie. Bo przecież nie pozwolę sobie na słabość...

Aż wreszcie na końcu mojego felietonu chciałem przejść do rzeczy najstraszniejszej... wyspecjalizowałem się w depresji i nerwicach. Nie dlatego, że chciałem. Depresja to prawie nieodłączna część autyzmu (diagnozowana prędzej czy później u ponad 90% osób z zespołem Aspergera), dlatego od lat jest tłem mojej pracy... Niestety aktualnie wiedzie w niej pierwsze skrzypce. Jest prymusem moich spotkań. Jest czarną wdową która odepchnęła triadę autystyczną na dalszy plan. Jest zgnilizną zawłaszczającą sobie serca i umysły ludzi, z którymi pracuję od lat. Znam ją dobrze, bo próbowała kiedyś mnie wytrącić z równowagi. Znam ją jak własną kieszeń. Dlatego zajmuję się zawodowo jej usuwaniem.

W kolejnych felietonach i nagraniach spróbuję wskazać Wam metody i procedury postępowania z depresją. Oraz wskazówki na co zwrócić uwagę przed jej diagnozą. Psychiatria i terapia aktualnie leżą. Może chociaż na FB i YT uda się pomóc chociaż trochę!

Pozdrawiam i życzę Wam siły, odporności i szczęścia - aby czarna śmierdząca wdowa nie zagnieździła się w Waszych umysłach. Trzymajcie się ciepło!
 

 

21 komentarzy:

  1. Cieszę się, że jest ktoś, kto to rozumie. Mam wnuczka z Zespołem Aspergera i wiem, co się dzieje. Ma Pan rację, że zdalne nauczanie i niepewność tego co nastąpi, brak rutyny, budzi w tych dzieciach agresję i depresję. Szkoły i nauczyciele nie są przygotowani do tego. Przynajmniej część z nich. I dziecko, czekając na kolejną lekcję nie wie, czy będzie ona na classroomie, czy na Vulkanie, bo jest cisz w eterze, a po 15 minutach próbowania połączenia się z czymkolwiek, pojawia się komunikat, że tej lekcji akurat nie będzie, bo nauczyciel chory. Te 15 minut braku informacji, niemożliwości połączenia się ze szkoła, powoduje u mojego wnuczka histerię. Potem nie jest już w stanie spokojnie słuchać lekcji. Tak jak Pan pisze - brak rutyny jest dla tych dzieci torturą. Ale kogo to obchodzi ? To ważne, co Pan pisze, bo wiemy, że nie jesteśmy sami. Niby czlowiek ma świadomość, ze takich jak mój wnuczek jest bardzo dużo i mają na pewno takie problemy, ale gdy się widzi, że jest ktoś, kto to rozumie, i nie stwierdza , że to rozwydrzenie dziecka, to jest łatwiej. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie tylko wnuczek. Doczekaliśmy się nawet posła z zespołem Aspergera. Proszę posłucha wypowiedzi pana Michała Murgrabii (25:30 - 25:40)


      https://www.youtube.com/watch?v=LBjTx7BnbPg

      Usuń
  2. Będę czekał na kolejne odcinki

    OdpowiedzUsuń
  3. Tony Attwood twierdził, że depresja występuje u 1/3 aspergerów, natomiast zaburzenia obsesyjno-kompulsyjne u 1/4. Piszę jednak w innej sprawie. Martwi mnie trochę, że autystyczni samorzecznicy odpuścili sobie chyba najbardziej poczytne forum psychologiczne w Polsce, jakim jest nerwica.com. Korzysta/korzystało z niego coś ok. 80 tys. osób. To jest potęga w porównaniu z aspi.net. Niestety, ale świadomość kwestii związanych z szeroko rozumianym autyzmem, leży tam i kwiczy.

    Na forum udzielają się psychoanalitycy ze szkoły lacanowskiej, którzy twierdzą, że autyzm jest następstwem już nie "zimnej matki", tylko "braku głosu ojca". Aspergerowcom z nerwicami/depresjami/zaburzeniami osobowości sugeruje się, żeby uczęszczali na psychoterapie, choć sam Attwood twierdzi, że jest z tym pewien problem, bo w przypadku autystów sprawdza się jedynie psychoterapia behawioralno-poznawcza, zaś w Polsce na NFZ dostępny jest jedynie wywodzący się z psychoanalizy nurt psychodynamiczny.

    Niezwykle problematyczne okazują się sytuacje, w których ludzie lekko autystyczni - niemający świadomości ASD - trafiają na psychoterapię grupową. Odbywają się tam rozmaite praktyki terapeutyczne typu rzeźba, psychodrama, muzykologia, czy arteterapia. Nie wiem co jest, ale słyszałem od wielu osób z aspergerem, że kompletnie nie rozumieją, o co chodzi w tym odgrywaniu scenek i przyjmowaniu jakiś zastygłych póz, z których w jakiś "magiczny" sposób można coś odczytać, czymś się wzruszyć, itp. Czy słyszał Pan o jakimś rodzaju ślepoty u autystów a może deficytach wyobraźni, które czynią takie praktyki kompletnie nieprzydatnymi? Podobno autyści postrzegają rzeczywistość konkretnie i w ewentualnej rzeźbie nie widzą nic więcej poza skupiskiem powyginanych ludzi - splecionych nogami, czy rękami. Niedoświadczeni psychoterapeuci sugerują, że jest to związane z jakimiś blokadami psychicznymi, czy też mechanizmami obronnymi. Co Pan o tym sądzi?

    Pozdrawiam,
    Stanisław

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chodzi chyba o wykluczenie Imienia Ojca, nie "głosu ojca". Tak jak w modlitwie: "W imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego". Poczytałem o tym i wymiękam. Szczerze... Może wrócę do tego, jak będę miał mniej na głowie. Chcecie? To sobie poczytajcie o tym, podrzucam kilka linków:

      http://www.jlacan.org/index.php/teksty/296-autyzm-i-psychoanaliza-nasze-przekonania

      file:///C:/Users/user/Downloads/9621-Tekst%20artyku%C5%82u-18649-1-10-20170929.pdf

      O, takie kwiatki:

      "Teza o wejściu w język (w wyniku procesu separacji od matki – łożyska, i kastracji – uznania imienia Ojca) jako warunku wejścia w relacje społeczne, wynika oczywiście bezpośrednio z tradycji psychoanalitycznej [zob. Lacan 1973]. Z perspektywy psychoanalitycznej osoba autystyczna, w uproszczeniu, nie przeszła
      do porządku Symbolicznego i pozostaje w sferze Semiotycznego/Wyobrażeniowego. Gdyby odnieść się do tego założenia empirycznie, można by odczytać bliski związek artykulacji u osoby autystycznej (artykulacji, która nie musi, choć może, być wypowiedzią) z autostymulacją – powtarzaniem zbitek dźwięków lub
      słów, echolaliami, dołączaniem do artykulacji ruchów ciała – jako specyficzną dla zaburzenia wersję pozostawania w sferze semiotycznej, rozumianej przez Kristevą jako pre-Edypalna faza rozwoju dziecka, w której słowo nie oddzieliło się od ciała, nie ma ja ani tożsamości, oraz, być może, nie przechodzi przez fazę lustra".

      Usuń
    2. Oczywiście, chodziło mi o Imię Ojca. Mea culpa. Swoją drogą - dziwaczny i specyficzny jest język psychoanalizy i jak ktoś w tym nie siedzi na bieżąco, to później nie wie o co chodzi. Trudno jednak zarzucić psychoanalitykom, że nie starają się zrozumieć mechanizmów kryjących się za takimi a nie innymi zachowaniami. Oni często zarzucają behawiorystom, że ci nie rozumieją ludzi, że traktują ich jak czarną skrzynkę z inputem i outputem oraz, że nie interesuje ich wnętrze tej skrzynki. Psychoterapia behawioralno-poznawcza jest - zdaniem psychoanalityków - strasznie powierzchowna. Psychoanalitycy są przeciwni wszelkim metodom budowania tzw. 'silnej osobowości' oraz 'głaskom', które dają inne metody terapeutyczne. Zdaniem psychoanalityków człowiek musi zmierzyć się z najgorszą prawdą - jakakolwiek by ona nie była. To jest wybór zasady rzeczywistości a nie zasady przyjemności.

      Wracając jednak do spektrum autystycznego - ciągle dochodzą mnie słuchy, że z psychoterapią prowadzoną u osób autystycznych są problemy i nie wolno ich lekceważyć. Od dyrektora jednego ze szpitali psychiatrycznych słyszałem, że u ludzi z ASD nie jest możliwa jakaś głębsza praca nad samorozwojem. Zdaniem owego jegomościa psychodramy prowadzone podczas psychoterapii grupowej są (w przypadku autystów) bezcelowe, bo osoba autystyczna nie odczytuje emocji. Nie wiem, jak z tymi rzeźbami, bo tam trzeba samemu tych ludzi porozstawiać, nadać im jakieś pozy a potem przyjrzeć się swojemu dziełu. Osoby wchodzące w skład takiej figury opowiadają, jak się z tym wszystkim czują. Na koniec autor rzeźby mówi, co mu to przypomina, jakie emocje w nim grają, czy też jaką strunę to wszystko poruszyło. Zdaje się, że autyści są na to kompletnie ślepi.

      To wszystko trochę koresponduje z opiniami, które usłyszałem na nerwica.com z ust psychoanalityków od Jacquesa Lacana. Oni z kolei twierdzą, że te psychoterapie na NFZ w przypadku zaburzeń u aspergerowców, to zwykłe nieporozumienie. Ich zdaniem nie jest możliwe efektywne prowadzenie psychoterapii u ludzi, u których brakuje metakomunikatora. Przynajmniej nie psychodynamicznej/psychoanalizy. Rzekomo podobnie wygląda to u aleksytymików, gdzie psychoanaliza zawodzi na całej szerokości.

      Stanisław

      Usuń
    3. Na koniec przytoczę cytat z "Teorii Zła" Simona Barona-Cohena, strony 100-101:

      "(...) Wraz ze swoimi współpracownikami odkrył on również nietypową aktywność neuronalną w sytuacji, gdy ludzie z autyzmem myślą o samych sobie. Okolica vMPFC reaguje najsilniej, kiedy przetwarzane informacje dotyczą nas samych. Mike wykazał, że u osób autystycznych vMPFC nie dokonuje typowego rozróżnienia między Ja a innymi, przy czym osoby o największym stopniu upośledzenia społecznego wykazują najbardziej nietypową aktywność tego obszaru. Lombardo odkrył też, że kiedy zdrowi ludzie myślą o samym sobie, obszar vMPFC jest zazwyczaj ściśle połączony z innymi okolicami mózgowymi odpowiedzialnymi za reakcje czuciowe (na przykład reakcje na dotyk), takimi jak kora czuciowo-somatyczna. Tymczasem u badanych z autyzmem połączenia neuronalne między vMPFC a tymi okolicami czuciowymi niższego rzędu okazały się dużo mniej rozwinięte".


      Może ma to jakiś związek z tym, o czym napisłeś:

      "(...) specyficzną dla zaburzenia wersję pozostawania w sferze semiotycznej, rozumianej przez Kristevą jako pre-Edypalna faza rozwoju dziecka, w której słowo nie oddzieliło się od ciała, nie ma ja ani tożsamości, oraz, być może, nie przechodzi przez fazę lustra".

      Wiele razy słyszałem, że struktura Ja u autystów jest jakoś inaczej ukształtowana. Na tym Ja opiera się cała psychoanaliza. Jeśli dochodzi do tego aleksytymia, to faktycznie - może być problem. Wiele wskazuje też na to, że ludzie z ASD jakoś nie za bardzo sobie zinternalizowali otaczającą kulturę i w pewnym stopniu czują się outsiderami. Nie podzielają zainteresowań ani sposobu wartościowania świata ludzi neurotypowych. Prowadzi to często do braku autoidentyfikacji z rolami społecznymi, które kulturowo są zarezerwowane dla takiej a nie innej płci. Co gorsza - od znajomych z ASD słyszałem, że wszelkie psychoterapie, to jakieś szarlataństwo. Oni twierdzą, że nie można człowieka 'leczyć gadaniem' i, że sami zazwyczaj nie czują potrzeby 'siedzenia i produkowania się', jak to ma miejsce na psychoterapiach. Sam zastanawiam się, czy psychoterapia może odnieść jakiś wpływ na milczków, którzy tylko siedzą i słuchają a jak się odezwą, to jednym krótkim zdaniem?

      Stanisław

      Usuń
    4. Przyznam, że nie za bardzo rozumiem koncepcję rzeźby w psychoterapii. Może to właśnie po średnio wskazuje na fakt, że jestem w spektrum. Psychodrama ma uwidocznić oglądającemu pewne mechanizmy zachowań, które na co dzień pomija. Co miałaby dać rzeźba? Pewnie chodzi o jakieś wyrażenie siebie w twórczy sposób. Myślę, że z tym u aspergerów może być problem, bo nie potrafią wyrażać siebie na sposoby, jakie są powszechnie przyjęte. Przeżywane przez nich stany emocjonalne są nieadekwatne do sytuacji. Zresztą - autysta raczej skupi się na technice wykonania zadania niż na przekazie. Obawiam się, że nie będzie w tym wszystkim żadnego symbolicznego, drugiego dna. Ludzie autystyczni są często niezdolni do głębszego przeżywania i interpretacji sztuki. W moim przypadku nie ma np. sensu chodzenie po galeriach i oglądanie rzeźby, czy malarstwa. Od zawsze miałem ciemną plamkę w tej kwestii i doskonale wiedziałem, że takie dyskutowanie o sztuce, jak to robią rozmaici filozofowie, socjologowie czy artyści, nie ma w moim przypadku racji bytu. Nie chodzi mi o proste stwierdzenie, że obraz jest ładny. To jest raczej kwestia takiego smakowania się tym, rozkminiania tego w kontekście epoki i problemów, które ludzie na tym obrazie przeżywali. Nie mam pojęcia, co autor mógł mieć na myśli i czy w ogóle miał.

      Usuń
    5. Co do sztuki, to zgadzam się w 100%. Lubię za to muzykę klasyczną, kościelną i wywierają one na mnie spore wrażenie. Co się tyczy psychodramy i rzeźby - jestem pewien, że tego typu metody nie działają na mnie, bo to przetestowałem w praktyce. Do jednego i drugiego podszedłem właśnie czysto zadaniowo.

      Trzeba jednak pamiętać, że to są metody pracy u ludzi głębiej zaburzonych, najczęściej ze stwierdzonymi zaburzeniami osobowości, DDD, DDA + np. nerwicą. W takich sytuacjach dużą rolę odgrywa gra podświadomości i są to ciężkie przypadki, w których w grę wchodzi terapia wieloletnia.

      To, o czym wspomina p. Krzysztof, to są interwencje kryzysowe nastawione na rozwiązanie chwilowych problemów życiowych. Tu nie ma raczej głębokich problemów związanych z grą podświadomości. Wszystko jest na wierzchu i wiadomo o co chodzi. Znana jest przyczyna takiego stanu i wystarczy jakoś przez to przejść.

      Stanisław

      Usuń
    6. A odnośnie tych, jak to ująłeś, milczków, czy też skrajnych introwertyków, to psychoterapia ma jakąś szanse powodzenia. Przecież to nie chodzi o to, żeby wylewać z siebie potoki słów. Niektórzy przecież piszą pamiętniki w ramach psychoterapii. Tu chodzi raczej o projektowanie jakiś swoich uprzedzeń na psychoterapeutę. On przecież pełni rolę lustra i jeśli nie ujawnia szczegółów swojego życia prywatnego, to właśnie po to, żeby pacjent odkrywał samego siebie. Jeśli pacjent milczy, to nie za wiele wie o terapeucie. Skoro tak, to fantazjuje. A skąd się biorą te fantazje i dlaczego są takie a nie inne? Z terapią grupową podobnie. Dodatkowo, jeśli pacjent milczy, to stwarza reszcie grupy okazję do fantazjowania na swój temat.

      Usuń
  4. Wspominając o depresji trzeba jasno podkreślać, że autyści nabawiają się jej w wyniku nieprzyjaznych splotów okoliczności, bo wiele osób mówi o niej w taki sposób, jakby autyzm i depresja miały jakieś wspólne podłoże neuropsychiatryczne. Oczywiście tego typu zależność nie jest wykluczona, co nie wprost sugeruje dr Ewa Dobiała:

    "Przyczyny tak częstego występowania zaburzeń afektywnych u osób z ASD są bardzo złożone i na pewno wymagają jeszcze wielu badań i uwagi naukowców i klinicystów",

    ale dopóki brakuje jawnych dowodów na to, to lepiej unikać takich stwierdzeń. Oto wywiad z p. Doktor

    http://www.niepelnosprawni.pl/ledge/x/940632

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Możliwe jednak, że przez analogię do przeciążeń sensorycznych, istnieje coś w rodzaju przeciążenia emocjonalnego. Mózg autysty może znacznie wzmacniać sygnały - zarówno cielesne, jak i emocjonalne. Jeśli pod wpływem sensoryki niektórzy zaliczają shutdowny, to pod wpływem długotrwałych, silnych, nieprzyjemnych emocji - zwłaszcza lęku - mogą dysocjować. Derealizacja i depersonalizacja to jedne z najsilniejszych mechanizmów obronnych - stan defensywy mózgu przytłoczonego wszechogarniającym lękiem. Psychika siada, osobowość "rozjeżdża się", następuje coś w rodzaju oderwania się od otaczającego świata i samego siebie. Wszystko wydaje się takie sztuczne, jakby we śnie. Człowiek ma wrażenie, że dopadła go psychoza. Taki stan może utrzymywać się latami i trzeba koniecznie zadbać o wartościowy sen oraz wypoczynek.

      Usuń
    2. Sensorycznie to jedni są nadstymulowani a inni niedostymulowani. Emocjonalnie, to chyba wszyscy autycy są nadstymulowani. Co innego mnie nurtuje. Autycy mają super pamięć długoterminową. Podobno uczą się, ale nie oduczają, a w każdym razie bardzo słabo. Stąd sztywność myślenia i dalekosiężna pamięć autobiograficzna. Niektórzy interpretują to tak, że autycy po prostu nie wypierają, albo robią to słabo, bo ich mózg widzi co się dzieje i nie potrafi tego ot tak po prostu zamieść pod dywan. Jest wyczulony na prawdę, jakakolwiek by ona nie była, nawet wtedy, gdy dotyczy samego siebie.

      Usuń
    3. Z tym brakiem wypierania, to bym uważał. W ogóle lepiej nie wyciągać zbyt pochopnych wniosków z rozmaitych autystycznych przypadłości. Słysząc, że autyści mają dobrą pamięć, ktoś mógłby dojść do wniosku, że w związku z tym nie dotyczy ich amnezja dysocjacyjna, demencja, czy nawet alzheimer. To nie tak. Za tymczasową/trwałą utratą pamięci (niepamięcią?) mogą stać różne mechanizmy o odmiennej etiologii. A dążność do prawdy - owszem, u autystów jest ona dość silna, aczkolwiek z pewnymi niewygodnymi informacjami na temat siebie/swojego stanu zdrowia czasem ciężko się pogodzić i wtedy zaczyna się chowanie głowy w piasek. Autystów także to dotyczy.

      Usuń
    4. Podsumowując - triada autystyczna triadą, ale jest masa niuansów, o których z triady się nie dowiesz. Niektórzy twierdzą, że triada to taki rdzeń, który dzielą wszyscy autyści, zaś reszta to dodatki, które otrzymuje się w pakiecie. Nie do końca się z tym zgodzę. Są rozmaite, inne naleciałości, które występują praktycznie u wszystkich autystów, choć triada ich nie uwzględnia. Można tu oczywiście mówić o pierwszorzędnych, drugorzędnych i trzeciorzędnych cechach autystycznych. Ważne, żeby pamiętać, że one na ogół występują.

      Pozdrawiam,
      Stanisław

      Usuń
    5. Tia, inne naleciałości. Silne sany lękowe, o których triada milczy. Spanie w ciągu dnia, bez którego nie idzie wytrzymać 16 godzin ciurkiem. Brak instynktu macierzyńskiego. Brak potrzeby ustosunkowywania się do spraw, które mnie bezpośrednio nie dotyczą (aborcja, homozwiązki).

      Usuń
  5. Czytałem że w uśnieżaniu psychicznego i fizycznego bólu doskonałym rozwiązaniem jest wykorzystywanie pochodnych marihuany. Np. olejki cbd łagodzą wszystkie objawy bólu. Czy w takiej chorobie nie byłoby to wskazane?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Drogie te olejki jak diabli. Słyszałem, że autycy mogą nieco inaczej reagować na chemię niż normalsi. Tak bywa, począwszy od leków SSRI/SNRI, poprzez maryśkę, alkohol, na morfinie skończywszy.

      Usuń
  6. W sumie często tak jest, że niestety ale nie jesteśmy w stanie sobie poradzić samodzielnie z naszymi problemami. Ja w takich sytuacjach zazwyczaj udaję się do gabinetu https://dominikhaak.pl/ po sprawdzoną pomoc psychologiczną.

    OdpowiedzUsuń