Zabawki lego - genialny Twór, z którego nigdy nie wyrosnę. Każdy element
został stworzony do konkretnego działania i/lub do kilku funkcji. Każdy
element sugeruje formę kontaktu z innymi elementami. Mechanizmy
działania są proste. Wiadomo co i jak połączyć. Im więcej klocków, tym
bardziej misterne systemy można tworzyć. Klocki lego mają nieograniczone
możliwości, a jednocześnie ogranicza je możliwość połączenia w sposób z
góry przewidziany przez konstruktora.
Gdy jest ich tysiące, mogą tworzyć widoki, pejzaże i krajobrazy. Piękne w
swojej harmonii. Jasne i precyzyjne w konstrukcji. Można stworzyć z
nich "wszystko", a jednocześnie nie można z nich stworzyć idealnej
kopii, bo nawet najdokładniejsze lustrzane odbicia prawdziwych budowli
wyglądają jak lego przez swoje kanty, kolory i tzw. "piny". Polecam
każdemu!
Jestem dorosły... mam Zespół Aspergera... Piszę o tym dla ludzi, którzy z ZA się zetknęli.
5 sie 2014
23 lip 2014
Nieprzewidywalność, czyli wychodzenie poza schematy.
Zaobserwowałem, że dla jednych ludzi jestem "dziwny", gdy naśladuję
schematy zachowań innych ludzi nie będąc w stanie "być sobą" (cokolwiek
to znaczy). Dla innych ludzi jestem jeszcze bardziej "dziwny", gdy
zaczynam wychodzić poza... schematy funkcjonujące w społeczeństwie.
Niestety nie rozumiem "wyjścia poza schemat"... Dlatego zrobiłem sobie
krótką analizę:
Prawdopodobnie chodzi o schemat zachowania się w różnych sytuacjach.
Jeśli postępuję jak należy, zwyczajowo, powtarzalnie, wówczas niektórzy
są zdania, że nie wychodzę poza schematy. Jednak kiedy robię coś
niestandardowo, reaguję czy zachowuję się inaczej, niż zwykle,
niezgodnie z normami, wówczas wychodzę poza schematy. Jednak niestety
coś mi się nie zgadza....
- Jeśli ubrałbym się w damską garderobę i wyszedłbym na ulicę, wyszedłbym poza pewną normę przyjętą dla mojej płci. Ale czy na pewno? Damskie ubranie u faceta plus broda, to przecież symbole narodowe Austrii, a u nas posłanka Grodzka też jest mężczyzną. W takim razie dalej tkwiłbym w schemacie, tyle że rzadziej stosowanym przez transwestytów czy dragqueen.
- Jeśli w kolejce u lekarza człowiek za mną zaczyna kłamać, że on był tu pierwszy, a ja bym nawrzeszczał do niego robiąc głośną awanturę na cały korytarz, to wyszedłbym ze schematu. Na pewno? Przecież wówczas wpisywałbym się w schemat agresywnego, niecierpliwego człowieka, prawda?
- Jeśli wyszedłbym na spacer przez miasto podśpiewując sobie pod nosem i od czasu do czasu gadając coś do siebie, wyszedłbym ze schematu ogólnie przyjętych norm. Ale czy czasem nie wpisałbym się w schemat dziwaka, którego lepiej omijać szerokim łukiem?
Czy wychodzenie ze schematów nie jest czasem przechodzeniem w inne schematy? Czy nie jest próbą wpisania się w nowy, niestandardowy dla mnie schemat? Nietypowy dla znajomych, bliskich i dla otoczenia?
Niektórzy młodzi ludzie myślą, że ich zachowanie jest szalenie oryginalne, wychodzące daleko poza ogólnie przyjęte schematy: noszą spodnie z krokiem na wysokości kolan, odsłaniając swoje majty. Robią sobie tatuaże, noszą głośnogrające komórki z tandetnym i brzydkim brzmieniem hiphopowych pieśni. Noszę czapki z daszkiem skręconym o 90 stopni, a także dźwięczne łańcuchy. Palą papierosy zapluwając chodnik wokół siebie, a czasem także spodnie i buty. Tyle tylko, że to nic innego, jak schemat, który jest nazywany gimbazą, skejciarstwem itp.
Czy w ogóle możliwe jest wyjście poza schemat? Moim zdaniem jeśli już z niego wyjdziesz, zawsze się znajdzie ktoś, kto i na Ciebie znajdzie szufladkę, w której Twoje zachowanie będzie dopasowane do kolejnego "schematu".
12 lip 2014
Z jakim zwierzęciem warto przebywać i dlaczego? Czyli żywy inwentarz dla Aspiego
(miłośników zwierząt gorąco namawiam do nieczytania tego postu, bo mnie znienawidzicie)
Lubię samotność, ciszę, spokój, czas na przemyślenia i relaks.
Najlepiej w lesie, nad jeziorem, z ładnymi widokami. Zawsze mam wtedy
czas na swoje przemyślenia. Ostatnio właśnie zastanawiałem się nad tym, z
jakimi zwierzętami miałem do czynienia.
Zwierzęta: mają
zasadniczą słabość: moim zdaniem niewiele rozumieją, a już na pewno nie
są partnerami do dyskusji i dzielenia się przemyśleniami. Mają też
zaletę: są na tyle głupie, że możesz zrobić przy nich właściwie
wszystko, rzucić najgorszą obelgę pod dowolnym adresem i nie obróci się
to przeciwko Tobie. ;) To bardzo ważne w moim przypadku! ;)
a) pies? Raczej niewiele rozumie pomimo, że chyba bardzo by chciał.
Czasem nawet robi adekwatne miny do Twojego nastroju, ale jedyne co może
dać, to śliniastego liza. Wykorzystanie: głównie na rany i zadrapania
(fizyczne rzecz jasna). Gdy jesteś zmarźlakiem, pełni tą samą funkcję co
kołdra, z tą różnicą, że kołdra zawiera mniej pasożytów, roztoczy i
brudu. Jego czystość i higiena leży całkowicie po Twojej stronie.
b) kot? Robi wrażenie, jakby wszystko rozumiał, ale jego motywy z tego
co widzę są bardzo prymitywne: żarcie albo podrapanie w jego ulubione
miejsce. Bywa zazdrosny, oburzony, a te bardziej oswojone lubią się
kłaść odbytem blisko twarzy. Są nieuważne i gdy pozwolisz im na zbyt
wiele, musisz wyjmować kłaki z jedzenia, które gotujesz. Pozytywne
emocje u kota łączą się tylko i wyłącznie z jego błogostanem. Mistrz
egoizmu ;) Wykorzystanie: całkiem skuteczny na muchy, sprząta nieświeże mięso, zaprzyjaźniony z Tobą spełni funkcję grzejnika.
c) królik? Podobno potrafi myśleć, ale nigdy tego nie zauważyłem. Ma
talent do niszczenia Twoich najlepszych ubrań i przegryzania kabli.
Potrafi zjeść więcej niż Ty, a jego ugryzienia są bolesne. Na szczęście
ma fantastyczny smak, którym nadrabia wszystkie swoje wady. Wymaga
sporych umiejętności kulinarnych, aby był miękki i rozpływający się w
ustach.
d) chomik? Z racji jego głupkowatej miny, jest bardzo
lubiany przez dzieci. Dzięki zwinności małpy i akrobatycznym popisom
jest doskonałym oderwaniem od rzeczywistości pod warunkiem, że nie
sypiasz nocami. W dzień kompletnie nieprzydatny. Jeśli w nocy robisz to,
co większość ludzi, a w sypialni masz chomika i nie masz zbyt twardego
snu, znienawidzisz chomika bardziej, niż śmierdzącego dresiarza, który
prosi Cię o 70 groszy na piwo.
e) koń? To bardzo piękne,
majestatyczne zwierzę. Traci ze swojego uroku dopiero wtedy, gdy
zbliżysz się do niego i poczujesz zapach potu. Wbrew pozorom, zęby konia
wcale nie są groźne, w odróżnieniu od jego (przepraszam) d*py. Tam
nigdy nie wolno podchodzić. Koń to najniebezpieczniejszy pojazd świata. Z
nikim nie podpisywał umowy, że nie dostanie szajby. Przy spokojnej
jeździe nie jest lepiej. Jeśli masz coś z biodrami, miednicą lub
kręgosłupem, koń bardzo szybko Ci o tym przypomni. Dobry dla ludzi o
wysokim poziomie autoagresji.
f) kanarek? Jest śliczny, da się
oswoić, a niektóre osobniki wydzielają z siebie dźwięki, które są przez
wielu odbierane jako piękny śpiew. Jeśli mieszka razem z Tobą w
sypialni, masz gwarancję, że rano nigdzie nie zaśpisz zakładając, że
masz lekki sen. Straszny śmieciarz, robi gdzie popadnie, poza swoją
klatką jest zagrożeniem sam dla siebie.
O innych zwierzętach nie
miałem przemyśleń, a z sześciu powyższych najlepsze właściwości
towarzyskie spełnia raczej pies. Niestety niektóre gatunki interesują
się odchodami i błotem, śmierdzą i brudzą na potęgę. Inne gatunki są
"trudne do tresury", co oznacza po prostu, że są niezmiernie głupie, a
także agresywne. Ciekaw jestem jakie rasy są Waszym zdaniem w miarę
czyste, ciche i mało agresywne?
11 lip 2014
Wizyta w kinie...
A więc tak jak w tytule postu - wybrałem się do kina... Konkretnie
na czwartą część Transformers - bajkę z mojego dzieciństwa przerobioną
na hiperwysokobudżetowy film. Nie wiem o czym był dokładnie, nie
pamiętam szczegółów fabuły i nie wiem czy mogę go komukolwiek polecić.
Już wyjaśniam czemu:
od wejścia na salę i znalezieniu swojego
miejsca zaczęły się reklamy trwające ok. 25 minut. Zbyt głośne, zbyt
krzykliwe. Gdy już myślałem, że film się zaczyna, okazywało
się, że to inne filmy i ich reklamy. Równie głośne, równie krzykliwe.
Ok, wyłączyłem się z powodu nadmiaru bodźców - zawsze tak robię, pod
warunkiem, że bodźce nie są dla mnie zagrożeniem.
Film się zaczął. Z uwagą zacząłem śledzić sceny, ich dokładność, ilość
szczegółów, rozdzielczość, konstrukcje dziwnych robotów, które zmieniały
się w samochody. Próbowałem znaleźć wspólne cechy robota przed
transformacją i po transformacji - blachy, oznaczenia na masce, ramiona w
alufelgach, kształty szyb, końcówki rur wydechowych....
Niestety
ujęcia filmu trwały sekundę, dwie po czym diametralnie się zmieniały.
Przez tą sekundę ilość szczegółów widocznych na ekranie była
zatrważająca, nie do ogarnięcia. Do tego bardzo głośne odgłosy. Setki,
tysiące szczegółowych ujęć, miliony klatek informacji, zacząłem się
powoli wyłączać. Zgubiłem gdzieś kilka wątków, z niepokojem czekając na
kolejne salwy i wybuchy. Dynamicznie poruszające się postacie robotów i
ludzi zaczęły mi się mieszać.
Po ponad 2,5h ładowania w siebie
bodźców, wyszedłem z kina... pijany, oszołomiony, ogłupiały. Wsiąść za
kierownicę w takim stanie? Nie ma mowy. Czułem się tak zmęczony treścią
ładowaną wprost do mojego mózgu, że nie miałem siły nawet przemyśleć,
czy mi się podobało.
Na drugi dzień mało co pamiętałem, a ilekroć
próbuję sobie przypomnieć o czym był film, czuję ciężar
przytłaczających mnie bodźców i lekki ból głowy na samą myśl o nim. ;)
PS. w spokojniejszych scenach udało mi się dostrzec jakiegoś łysolca w
okularach, który aktorsko jako jedyny nie był "drewnianym kołkiem"
28 cze 2014
O nadwrażliwości na dźwięki słów kilka.
Kilka postów wcześniej pisałem o nadwrażliwości na zapachy.
Niestety, jeszcze gorsza jest ta na dźwięki. O ile smród nie wywołuje we
mnie bólu, o tyle odpowiedni dźwięk już tak...
Najgorsze są te o
ultrawysokich częstotliwościach: dźwięk spadającej szklanki,
rozbijającego się talerza, upadek metalu na kafelki - wszystkie te
dźwięki wywołują nagłą pojawiającą się plamę - przez krótki moment
jestem oślepiony. Następnie pojawia się ból głowy w lewej lub prawej
skroni. Potężny ból głowy wywołuje też dźwięk pracującego kineskopu w
telewizorze. Mówię o pozycji, gdy znajduję się z tyłu telewizora (np.
przy montażu anteny). Na szczęście takich telewizorów już nie produkują.
Dźwięk szumiącego wiatru w uszach powstrzymuję wtykając sobie w uszy
słuchawki. Dzięki temu, gdy jadę rowerem, mogę liczyć na odrobinę
komfortu. Wprawdzie niektórzy mi to odradzają sugerując, że to
niebezpieczne, ale ja i tak słyszę każdy szelest, tylko słabiej.
Jednym z najgorszych dźwięków doprowadzających mnie do szaleństwa jest
stukot o parkiet piętro wyżej. Jest to dźwięk wywołujący bardzo silne
zachowania nerwicowe, agresję, a po paru minutach totalne wyczerpanie.
Nienawidzę niektórych zegarków, które cykają. Zwłaszcza w nocy, kiedy
ich intensywność doskwiera najbardziej. Każde cyknięcie wywołuje
zaburzenie obrazu, który co sekundę... drga!
Nie cierpię dźwięku
żarówek jarzeniowych... niestety nie ma takiej, która nie wywoływałaby
dźwięku. Każda nadaje jazgot przypominający monotonne, zawieszone w
czasie bzyczenie muchy lub komara.
Okropna jest dla mnie mowa
ludzka, gdy ktoś nie przełknie śliny gromadzącej się na krawędzi
przełyku. Głos ludzki zamienia się wówczas nieomalże w gdakanie. Ta
barwa dźwięku wywołuje czasem łzy w oczach i wzdryganie się.
Petardy w sylwestra... panika, lęk, zbyt mocne bodźce... rozbłyski nie tylko na niebie, ale i w głowie.
Sroka, która obudziła się w nocy i skrzeczy metalicznym pogłosem.
Wywołuje panikę, nagłe objawy nerwicowe i znów widziadła przed oczami...
ustrzeliłbym! ;)
Wrzask kobiet i dzieci - mówię o upiornym "aaaaa" - np. gdy się czegoś
przestraszą. Ten dźwięk wypowiada to, co dzieje się wtedy w mojej
głowie. I znów zanik obrazu i ból głowy...
Jak sobie radzę?
- Unikam źródeł dźwięku - wiem... to banał
- Usuwam źródła dźwięku i zakopuję w ogródku
- Zatykam sobie uszy mięśniami (za uszami, z tyłu głowy), które też pracują przy przełykaniu - kilkadziesiąt lat wyrabiałem sobie te mięśnie. Ich praca jest męcząca, słychać szum, ale chwilowo pomagają całkowicie (prawie) eliminując hałas.
- Zatyczki/słuchawki do uszu. Niestety nigdy nie eliminują hałasu, jedynie zmniejszają jego intensywność.
Uwielbiam ciepły i delikatny dźwięk. Bez podbarwień, bez kłucia po
uszach. Mogą być niskie częstotliwości, byleby nie dudniły. Uwielbiam
słuchać muzyki i mam nawet specjalny sprzęt do odsłuchu. Skonfigurowany
tak, aby "nie bolał".
PS.1. Punkt 2. jest żartem. Śmiesznym przynajmniej dla mnie. Nie każdy lubi moje poczucie humoru
PS.2. Polecam obejrzeć ten film, jeśli chcecie przez moment poczuć to, co ja i ludzie z nadwrażliwością sensoryczną :) Nie jest ani trochę przesadzony.
Nadwrażliwość sensoryczna: https://www.youtube.com/watch?v=ycCN3qTYVyo
24 cze 2014
Czy Aspi potrafi "być sobą"? Czyli o tym, co jest w środku człowieka z ZA
W ostatnim poście pojawiły się komentarze zachęcające mnie i innych
Aspi do "bycia sobą". Przyznam się Wam, że nie mam pojęcia, jak tego
dokonać. Miałem kilka dni na przemyślenia i wgląd w swoją przeszłość...
Odpowiedź na 100% brzmi: NIE!!!
Mało tego! Drodzy rodzice, opiekunowie! Nie pozwalajcie swoim Aspim "być sobą"! Nie po to wypracowano terapie, programy edukacyjne, sposoby docierania do ludzi ze spektrum autyzmu, by tacy jak ja pozostawali sobą. Przecież każda terapia, każda lekcja, rozmowa z rodzicami, zmiana zachowania ma prowadzić do WYUCZENIA SIĘ nowego zachowania lub nowych zasad. Uczymy się więc schematów... te schematy należą do kogoś, zostały przemyślane i wypróbowane. One nie są nasze, więc ucząc się ich na pewno nie zostaniemy sobą.
Dlaczego nie chcę być sobą? To dość proste. Funkcjonuję w społeczeństwie, bo naśladuję zachowania innych. Gesty innych, mimikę, słownictwo, sposób odpowiadania, "udawanie" nastroju adekwatnego do sytuacji. Obawiam się, że gdybym nie naśladował, nie powtarzał i nie udawał, ludzie zauważyliby u mnie poważny regres, a nawet zalecili różnego rodzaju terapie.
Poza tym aby być sobą, należy wsłuchać się w swoje emocje, dać się im ponieść, zachować się spontanicznie. Zauważyłem, że mam z tym problem. Spontanicznie to ja potrafię powtarzać wyuczone schematy. Czyjeś schematy, nie moje.
Spróbowałem wyobrazić sobie bycie sobą. Oczyma wyobraźni zobaczyłem człowieka, który jest w sklepie. Gdy ktoś do niego z tyłu podchodzi, wrzeszczy na niego, żeby sobie poszedł. Gdy stoi w kolejce do kasy i ktoś wepchnie mu się przypadkiem, człowiek jednym ruchem ręki wyrywa i wyrzuca siatkę z zakupami nieuczciwego cwaniaczka. Gdy ochroniarz pyta człowieka o to, co ma w plecaku wchodząc do sklepu, ten mu odpowiada, że nie odpowie, bo nie musi. Gdy wracając ulicą widzi pędzący motor z wyjątkowo głośnym silnikiem, podnosi kamień i rzuca motocykliście pod koła. Dźwięk silnika wszak jest tak przeraźliwie głośny, że ból w głowie doprowadza człowieka do szału. Gdy człowiek widzi kierowcę wyrzucającego niedopałek przez otwarte okno swojego auta na światłach, ten do niego podchodzi i wrzuca mu peta z powrotem wprost na tapicerkę.
Taaak... z całą pewnością powyższy typ, który "jest sobą" należy do tych antypatycznych, antyspołecznych dziwaków. Cieszę się, że nie potrafię być sobą, bo jest mi zwyczajnie w życiu łatwiej! I pilnujcie, żeby Wasi Aspie też nie byli sobą. Naprawdę, czasem nie chcielibyście zobaczyć, co jest w środku nas!
21 cze 2014
Czy Aspie odczuwa, że jest Aspie?
Staram się pisać o rzeczach, które Was nurtują, oto pytanie, jakie otrzymałem w tym blogu od jednej z czytelniczek:
Czy Aspie odczuwa, że jest Aspie?
Odpowiem jak Aspie: NIE.
-----------------------------------------------------
Powyższa odpowiedź może nie usatysfakcjonować części z Was, więc ją uzasadnię.
Żyję w swoim ciele od urodzenia i nie mam pojęcia jak wygląda życie w innych ciałach. Natomiast jestem świadomy swoich trudności na tym świecie, bo widzę, że inni ich nie mają. Oczywiście niektórzy Aspie nie mają tego przywileju/przekleństwa być świadomymi, że ludzie krzywo się na nas patrzą, ja niestety/na szczęście go mam. I to chyba najsilniejszy motywator do zmian i pracy nad sobą.
A więc obserwując reakcje innych dociera do mnie świadomość, że jest ze mną coś nie tak. Jest to duży dyskomfort, bo mam silną potrzebę posiadania zdrowych relacji z innymi, a moja "inność", ekstrawagancja, tupet, niedopasowanie mi w tym przeszkadzają.
Cierpię jako Aspie dlatego, że rozumienie innych ludzi jest walką z niewiedzą. Moje sposoby reagowania są wyuczone, a nie intuicyjne. Nie starcza mi czasem intelektu, by móc skutecznie maskować swoje wady "udając" spontanicznie emocje. Czasem ich nie ma, czasem jest ich nadmiar w miejscach, gdzie inni ludzie by ich nie okazali. Moje normy społeczne są zupełnie inne do tego, co oczekują inni, a brak spełniania oczekiwań innych jest dla mnie dyskomfortem.
Nie odczuwam więc bezpośrednio, że coś ze mną nie tak. To inni to odczuwają okazując mi to i stąd czasem mi zwyczajnie ciężko.
Dlatego "normalnym" zawsze jest trudno w relacji ze mną. Z jednej strony chciałbym być traktowany "normalnie", a z drugiej nie rozumiem "norm" w zachowaniu innych. Dlatego nigdy nie będziecie dla mnie idealnymi przyjaciółmi, opiekunami i partnerami. Oczekuję od Was normalności, której nie rozumiem i nie pojmuję. A co najgorsze (oczywiście dla Was) - nigdy Wam tej normalności nie dam!
Smutne? Wcale nie, brak zrozumienia traktuję jako normę. Z pomocą przychodzi mi mój prywatny świat, który jest dla mnie arcyciekawy. :) Dla Was również nie jest to smutne, bo "inność" jest całkiem ciekawa!
-----------------------------------------------------
Powyższa odpowiedź może nie usatysfakcjonować części z Was, więc ją uzasadnię.
Żyję w swoim ciele od urodzenia i nie mam pojęcia jak wygląda życie w innych ciałach. Natomiast jestem świadomy swoich trudności na tym świecie, bo widzę, że inni ich nie mają. Oczywiście niektórzy Aspie nie mają tego przywileju/przekleństwa być świadomymi, że ludzie krzywo się na nas patrzą, ja niestety/na szczęście go mam. I to chyba najsilniejszy motywator do zmian i pracy nad sobą.
A więc obserwując reakcje innych dociera do mnie świadomość, że jest ze mną coś nie tak. Jest to duży dyskomfort, bo mam silną potrzebę posiadania zdrowych relacji z innymi, a moja "inność", ekstrawagancja, tupet, niedopasowanie mi w tym przeszkadzają.
Cierpię jako Aspie dlatego, że rozumienie innych ludzi jest walką z niewiedzą. Moje sposoby reagowania są wyuczone, a nie intuicyjne. Nie starcza mi czasem intelektu, by móc skutecznie maskować swoje wady "udając" spontanicznie emocje. Czasem ich nie ma, czasem jest ich nadmiar w miejscach, gdzie inni ludzie by ich nie okazali. Moje normy społeczne są zupełnie inne do tego, co oczekują inni, a brak spełniania oczekiwań innych jest dla mnie dyskomfortem.
Nie odczuwam więc bezpośrednio, że coś ze mną nie tak. To inni to odczuwają okazując mi to i stąd czasem mi zwyczajnie ciężko.
Dlatego "normalnym" zawsze jest trudno w relacji ze mną. Z jednej strony chciałbym być traktowany "normalnie", a z drugiej nie rozumiem "norm" w zachowaniu innych. Dlatego nigdy nie będziecie dla mnie idealnymi przyjaciółmi, opiekunami i partnerami. Oczekuję od Was normalności, której nie rozumiem i nie pojmuję. A co najgorsze (oczywiście dla Was) - nigdy Wam tej normalności nie dam!
Smutne? Wcale nie, brak zrozumienia traktuję jako normę. Z pomocą przychodzi mi mój prywatny świat, który jest dla mnie arcyciekawy. :) Dla Was również nie jest to smutne, bo "inność" jest całkiem ciekawa!
Subskrybuj:
Posty (Atom)





