31 mar 2017

Apel do rodziców Asów – jak przeżywać krzywdę naszych dzieci.



Drodzy ludzie,

Zanim przejdę do meritum, chciałem Wam pokazać coś niesamowitego. Właśnie jadę na konferencję do Warszawy...



Po drodze mijam publiczny szalet – moim zdaniem – jeden z najładniejszych w Polsce. Chciałem się z Wami podzielić zdjęciem mijanego kibla – moim zdaniem naprawdę ciekawie wyszło mimo brudnej szyby, dzięki czemu nie musiałem go wąchać. 

Nie mam pojęcia czy budynek toalety jest budowany od początku i stylizowany na zabytkowy, czy też jest to zabytek poddany rewitalizacji. Jeśli to drugie, wspaniale udało się inżynierom i budowniczym. Majstersztyk. Tym bardziej uprzyjemnia ten widok fakt, iż widzę go z bardzo wygodnego siedzenia magicznego pociągu „Pendolino”. 

A’propos moich podróży: już się nie boję jechać pociągiem. Wielokrotnie powtarzany bodziec psychologiczny zmniejsza stopniowo swoją siłę. Nawet gdybym spóźnił się na odjazd tej dziwnej maszyny o freudowskich kształtach, to dramat przeżywany przeze mnie trwałby co najwyżej kilkanaście godzin. Prawdopodobnie oprócz kilkuset zł nie byłbym narażony na jakieś dużo wyższe koszty, a pogoda również nie stanowiłaby problemu większego, niż przemoknięcie ubrań na kilkanaście godzin. Spóźnienie się na pociąg byłoby piękną sprawą – zakładając opuszczenie dworca, nie byłbym narażony na zapachy różnych ludzi wokół, a że kocham latanie, rozpatrzyłbym możliwość transportu do domu samolotem. 

Dodatkowo - świadomość posiadania takich przyjaciół, jak Radosław (współorganizator konferencji), bardzo pozytywnie by mnie nastrajała. Znam jego możliwości na drodze i wiem, że potrafi zjednoczyć się z mocarną maszyną wywołując taki ogień, że z prędkością Kubicy nadrobilibyśmy moje gapiostwo w planowaniu podróży. 

A teraz tytułowy apel:

Czytam Was drodzy rodzice na grupie poświęconej AS’om, słucham Was na spotkaniach grupowych i sam na sam i zauważyłem jedną niebezpieczną rzecz: 

Piszecie coraz więcej postów, w których opisujecie Wasze dzieci z ZA jako ofiary niekompetencji różnych osób wokół – najczęściej są to nauczyciele, psychologowie, pracownicy różnych placówek. Nie mam nic przeciwko – uczmy się od siebie, jak reagować na tego typu sytuacje, co one dla nas oznaczają, edukujmy ludzi, którzy nie zawsze mają rację, edukujmy siebie, aby być mądrzejszym i bogatszym o doświadczenie innych rodziców z grupy. 

Ale uwaga! Byłbym daleki od czarno-białego podziału na całkowicie poszkodowane dziecko vs. Czyste zło niekompetentnej osoby. Nasze dzieci są inne i wywołują często pewne reakcje otoczenia – bardzo bolesne również dla nas - rodziców. Uczą się w ten sposób, doświadczają danej sytuacji. Często są zaskakiwane, ale też zapamiętują sobie przykrą dla siebie relację z oponentem. Jeśli zaczniecie bronić swoje dziecko często poprzez atak na osobę, która miała z Waszą pociechą spięcie – wówczas maleje szansa, że dziecko wyciągnie z tego naukę na przyszłość. 

Wybaczcie proszę to, co napiszę, ale my – ludzie z ZA nie zawsze jesteśmy mili, posłuszni i uczynni. Często jesteśmy gnuśni, wredni, chamscy, manipulujący, złośliwi, albo wręcz jesteśmy „wrzodem na *upie” poprzez swoje cechy. Nie każdy musi nas kochać tak, jak nasi rodzice. Ale poprzez mądre „przejście” tego typu sytuacji, możemy się więcej nauczyć o ludziach i społeczeństwie, niż wielogodzinne lekcje z etyki. 

Wytłumaczcie nam (dzieciom) drodzy rodzice – dlaczego ktoś się na nas obraził, dlaczego przez nas macie kłopoty i jesteście wzywani „na dywanik” do dyrekcji? Potrafimy myśleć analitycznie. Nie uniewinniajcie nas od razu przejmując inicjatywę i pędząc w naszym imieniu na skargę, bo ktoś źle nas potraktował.

Analogicznie: podczas kursu na prawo jazdy, mądry instruktor nie biega za kierowcami wymuszającymi pierwszeństwo krzycząc na nich, że są złym przykładem dla młodego adepta kierownicy, lecz uczy świeżaka przewidywania zachowania innych i reakcji na zagrożenie. Biegając za nas i musztrując niekompetentnych specjalistów, czasem odbieracie nam szansę na adaptację w społeczeństwie, wśród których są ludzie pełni wad, przywar, głupoty i partactwa. Z takich osób składa się społeczeństwo. 

Tacy również jesteście Wy drodzy rodzice, bo nie wierzę, że każdy z Was jest nieomylnym mistrzem w swoich dziedzinach. Takimi osobami staną się również Wasze dzieci – zarówno te nt, jak i ZA. Akceptacja wad, wybaczanie są kluczowe zwłaszcza dla aspich, bo muszą się tego bardzo długo uczyć. A bez tych cech zginą! Nie w sensie dosłownym, ale towarzyskim i relacyjnym. Kto by chciał mieć za męża, żonę, przyjaciela, pracownika czy szefa osobę gburowatą, niewybaczającą porażek i aż do bólu poprawną?

Zamiast „walki” z otoczeniem proponuję usiąść z dzieckiem, zapytać się go, jak się czuje, co uważa o zaistniałej sytuacji, dlaczego tak się stało, jak można jej uniknąć i co ona mnie nauczyła. Sukcesem będzie jeśli dziecko zacznie odpowiadać rzeczowo na dwa ostatnie pytania w sposób proaktywny, zamiast w sposób bierny. Oznacza to, że dziecko samo stwierdzi, co może samodzielnie na przyszłość przewidzieć, czego uniknąć i jak się zachować, aby nie prowokować. 

To co zrobicie dalej z postronnymi uczestnikami trudnej sytuacji, czy będziecie na nich skarżyć, czy też będziecie ich pouczać, to sprawa drugorzędna. Najważniejsze, żeby dziecko nauczyło się jak najwięcej o swoim wpływie na zachowania innych.

Pracujcie nad sobą w takich chwilach, odłóżcie negatywne emocje, nie pokazujcie ich dziecku. Z emocji zostawcie sobie współczucie, zrozumienie i ciepło!

PS. W momencie, gdy kończyłem pisać niniejszy tekst, wokół mnie pojawił się tragiczny zapach z ubikacji – dla mnie dramat. Z drugiej strony to i dobrze, bo bardzo zadziałał na wyobraźnię – poczułem, jakbym naprawdę był w opisywanym powyżej przeze mnie szalecie! Bardzo zmysłowe doświadczenie!

7 komentarzy:

  1. Byłam na poprzedniej konferencji i bardzo dziękuję za wiedzę, którą wówczas się podzieliłeś. Dziękuję także za Twój wpis, bo ja robię właśnie tak, jak piszesz, ale często mam wyrzuty sumienia, że powinnam skierować się ku otoczeniu, które wywołało określone zachowanie mojego dziecka. Tylko że to tak nie działa, to on musi nauczyć się, jak okiełznać otoczenie, bo otoczenie się nie zmieni. Niestety.

    OdpowiedzUsuń
  2. Akurat przy problemach w szkole brałbym pod uwagę tylko i wyłącznie brak kompetencji nauczycieli. Niestety ale jest to najbardziej zacofana grupa zawodowa, która nie chce zmieniać nic w sposobach edukacji. Zmienia się wszystko dookoła, zmieniają się też sposoby przyswajania wiedzy przez ludzi, a nauczyciele dalej klepią swoje "sprawdzone" sposoby wpajania wiedzy dzieciakom... Tylko są to sposoby sprzed 40 czy 50 lat...

    OdpowiedzUsuń
  3. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przeczytałam Twoje wszystkie wpisy z 2016 i 2017 roku ktore w bierzącym roku konczą sie na miesiacu kwietniu a mamy końcowke czerwca...Zastanawiam sie czy tak jak moj Kamil,chlopak ktory majac 26 lat dowidzial sie rok temu ze ma ZA.masz dluzsze okresy 'zamkniecia sie w sobie'tak jak on,co spowodowane jest brakiem Twoich wpisow na blogu.?Czytajac Twoj blog pomagam sobie w zrozumieniu Kamila.Niestety on sam siebie nie rozumie dlatego jesli w tym roku organizujesz jeszcze jakies spotkania daj znac.chetnie przyjedziemy.pozdrawiam

      Usuń
    2. Z miłą chęcią napisałbym coś jeszcze. Niestety cokolwiek bym napisał, miałbym z tego same problemy wiedząc co chcę napisać. ;) Ale właśnie usiadłem i piszę kolejny post.

      Usuń