4 sty 2015

Jak wygląda mój wieczór i poranek...

Wracam do domu po (przeważnie) stresującym dniu. Pierwsze o czym marzę, to maksymalna cisza. Ostatnio znowu się przeprowadzałem. Nie wiem co jest moim domem. Tym razem mam wokół siebie senne osiedle niskich, trzypiętrowych bloków. Taka noclegownia, boczna uliczka prowadząca obok lasu, jeden sklep spożywczy w pobliżu, jakaś zagroda z kurami i kogutem obok.

Kontemplacja ciszy po powrocie do domu trwa dość długo. W tym czasie stoję sobie przy oknie i patrzę na kolorowe świąteczne lampki zwisające z balkonów. Czasem trwa to 20, czasem 30 minut. Gdy mam wyjątkowy mętlik w głowie, idę pod prysznic. Woda leje się na mnie z góry a ja próbuję przyjąć jak najwygodniejszą pozycję. Czasem siadam, czasem stoję. Głośny strumień wody potrafi zagłuszyć myśli, a dzięki wodzie lecącej prosto na twarz nie czuję, że po policzkach ciekną łzy. 20-30 minut wystarczy. Nigdzie się nie muszę więcej spieszyć. Najprzyjemniejsza jest świadomość, że na drugi dzień mogę spać dłużej, niż do 6 rano.

Po prysznicu, specjalny dezodorant - old spice w sztyfcie. Takiego używam nieprzerwanie od prawie 20 lat. Robię to po to, by jak najmniej czuć "swój" zapach, a dezodorantu używanego od lat już prawie nie rejestruję, jako natarczywy. Nienawidzę dezodorantów w sprayu - smród i natarczywość aerozolu jest nie do zniesienia! Zawsze się też starannie czeszę, nawet przed snem. Nie wiem dlaczego. Najbardziej ze wszystkich czynności higienicznych lubię golenie. Zarost to nic innego jak tysiące igieł przebijających moją skórę - swędzi i kłuje, ale dodaje mi to podobno urody i powagi, więc "poświęcam się".

Gdy już czuję się czysty i wolny od swojego zapachu, mogę się położyć i w spokoju posłuchać muzyki przeglądając strony internetowe. Senność przychodzi wolno, po dwóch godzinach może. Gdy byłem młodszy, byłem w stanie być sprawnym umysłowo do 1-2 w nocy. Teraz niestety wraz z godzinami wieczornymi pragnę jedynie relaksu i odpoczynku.

Nie znoszę nocy. Budzę się 2-3 razy, za każdym razem z przykrością stwierdzając, że prawdziwe życie jest trudniejsze, niż to ze snu, który przynosi ukojenie. Moment obudzenia się i przywołania w pamięci obrazu rzeczywistości jest koszmarem. Łazienka, woda do picia, łomotanie serca, trudności z kontynuacją snu. Jako dziecko, odczuwałem w nocy strach przed "kimś złym".

Poranki są ciężkie, jeśli w nocy często się budzę. Śpię ok. 6 godzin, czasem przy odrobinie szczęścia - 7. Wstaję o 7.30-8. To dla mnie komfortowe godziny i tak też staram się planować pracę. Powrót do rzeczywistości, zmierzenie się z własnymi myślami. Znowu łazienka. Tym razem mycie poranne: zawsze myję włosy, oczy i uszy. I ponownie zęby. Nie ze względu na ich ochronę, tylko żeby zabić swój zapach, który znów pojawia się po nocy. I ponownie dezodorant. W tym samym celu. Prawdopodobnie nikt ode mnie nie poczuje zapachu potu. To ja go zawsze czuję pierwszy. Nie znoszę go i likwiduję mimo, że wydaje mi się, że to co nazywam zapachem potu jest zwykłym zapachem ludzkiego ciała. Mam ten przywilej, że na szczęście nogi, a w konsekwencji buty mi nigdy nie śmierdzą.

Śniadanie najczęściej jem po wyjściu z domu. Uwielbiam smak kawy mimo, że ręce mi się po niej trzęsą. Relaksem porannym jest dla mnie jazda samochodem. Nieważne jak daleko, nieważne czy w korku, nieważne jaka pogoda. Uwielbiam ukojenie, jakie daje mi mój samochód - izolacja od dźwięków, otoczenia, bodźców, innych ludzi. Jest to najbardziej komfortowa sytuacja poza domem. Psychiczna i fizyczna mobilna klatka bezpieczeństwa. Jest dla mnie cenniejsza, niż dom, bo umożliwia przemieszczanie się w miejsca gdzie powinienem być. Nieruchomość takich możliwości mi nie da!

Jestem świetnym kierowcą - analizuję, przewiduję, opracowuję strategię przejechania każdego zakrętu, każdego skrzyżowania, każdego metra trasy. Gdy chcę - potrafię być pierwszy w gęstym ruchu ulicznym, jeżdżę szybko, a jednocześnie bardzo oszczędnie i płynnie. Pasażerowie uwielbiają, gdy prowadzę. Tu spełniam się w 100 procentach! Tu ładuję akumulatory psychiczne. Odstresowanie, ukojenie, satysfakcja, komfort - z tym mi się kojarzy jazda samochodem!

Poniedziałek. Uwielbiam poniedziałki. Wreszcie zaplanowany dzień, wreszcie pożytecznie spędzony czas, wreszcie mogę planować i realizować kolejne zadania. Wreszcie mam coś, na czym mogę się skupić pomijając wszystko inne, co niepotrzebnie kłębi się w głowie...


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz